Santa Maria Riu Funana WZP

Czas lotu: 8 godzin
Przesunięcie czasu: -2h (w zimie) / -3h (w lecie)
Waluta: najlepiej zabrać Euro, na miejscu na turystycznych wyspach (Sal, Boa Vista) można płacić bezpośrednio w EUR lub wymienić w banku/hotelu na escudo Zielonego Przylądka (CVE)
1 zł = ~25 CVE
1 Euro = 110,265 CVE (sztywny kurs)
1 USD = ~100 CVE
Wiza na 30 dni: obywatele UE są zwolnieni z wizy, wymagana jest jedynie rejestracja w systemie EASE i opłata lotniskowa (TSA) ok. 31$ (3400 CVE) przed wylotem
Język: portugalski, kreolski (kriolu)
Szczepienia: nie wymagane
Bezpieczeństwo: bardzo bezpiecznie, brak zagrożeń ze strony dzikich zwierząt, lokalne motto to „No Stress”
Data wyjazdu: 27.06.2022 – 4.07.2022r.

🇨🇻 Cabo Verde na własnej skórze: Czy warto wybrać hotel RIU Funana w Santa Maria?

Zanzibar ma swoje „Hakuna Matata”, a Wyspy Zielonego Przylądka odpowiadają krótkim, ale niezwykle zaraźliwym: „No Stress”. Jeśli szukacie miejsca, gdzie afrykańskie słońce spotyka się z europejskim standardem, a oceaniczny wiatr natychmiast rozwiewa codzienne troski, wyspa Sal i kultowy hotel RIU Funana to kierunek, który musiał znaleźć się na naszej mapie.

Spędziliśmy genialny czas w miasteczku Santa Maria i dziś bierzemy pod lupę jeden z najpopularniejszych hoteli na wyspie. Czy kultowy kompleks sieci RIU jest wart swojej ceny? Jak wygląda plaża, jedzenie i słynny, wyspiarski klimat? Zapraszamy na naszą recenzję!

🌴 RIU Funana, czyli afrykańska wioska w wersji Premium

RIU Funana 5* robi wrażenie już od samego wejścia. Architektura hotelu nawiązuje do tradycyjnego, afrykańskiego stylu – niskie zabudowania, ciepłe kolory i monumentalne, wręcz pustynne mury idealnie komponują się z surowym krajobrazem wyspy Sal.

Co ważne, hotel dzieli rozległy, pięknie zagospodarowany teren z siostrzanym obiektem RIU Cabo Verde. Przestrzeni jest tu pod dostatkiem, a zieleń i palmy w ogrodzie są tak zadbane, że aż trudno uwierzyć, że wokół rozciąga się w zasadzie pustynny krajobraz.

Co urzekło nas na miejscu?

  • Pokoje: Przestronne, czyste i urządzone ze smakiem. Klimatyzacja działa bez zarzutu, a codzienne sprzątanie stoi na najwyższym poziomie.

  • Baseny: Duże, zintegrowane z barami typu swim-up. Choć woda w oceanie potrafi być orzeźwiająca, baseny gwarantują idealny relaks.

  • Obsługa: Ludzie to największy skarb tego miejsca. Uśmiechnięci, pomocni i żyjący zgodnie z filozofią No Stress, którą błyskawicznie zarażają gości.

🌊 Plaża, która nie ma końca

Zaledwie krótki spacer przez drewnianą kładkę dzieli hotel od Ponta Preta – szerokiej, piaszczystej plaży z jasnym, miękkim piaskiem, która ciągnie się kilometrami.

Ocean w tym miejscu pokazuje swoją potęgę. Fale bywają naprawdę potężne, co dla jednych będzie świetną zabawą, a dla fanów spokojnego pływania – sygnałem do zachowania ostrożności. To prawdziwy raj dla kitesurferów i windsurferów!

Wskazówka: Hotelowy bar na plaży (Ponta Preta) serwuje świetne drinki i przekąski, więc nie trzeba wracać do głównego budynku, aby zjeść lunch z widokiem na spienione fale Atlantyku.

🍽️ Gastronomia: Smaki Świata i lokalne Grogue

Jedzenie w formule All Inclusive w sieci RIU to klasa sama w sobie i Funana nie jest tu wyjątkiem. W restauracji głównej codziennie znajdziecie ogromny wybór mięs, świeżych ryb, owoców morza, stacji live cooking oraz obłędnych deserów.

Dla urozmaicenia warto zarezerwować stolik w restauracjach tematycznych:

  1. Restauracja azjatycka – świetne sushi i dania z woka.

  2. Kulinarium – bardziej elegancka opcja z nowoczesnym podejściem do lokalnych smaków.

  3. Restauracja afrykańska – idealne miejsce, by spróbować tradycyjnej cachupy (gulaszu z kukurydzy, fasoli i mięsa).

W barach lokalne alkohole i drinki są doskonałej jakości. Koniecznie spróbujcie Grogue (lokalnego rumu z trzciny cukrowej) oraz koktajlu Pontche – słodkiego, cytrusowego strzału w dziesiątkę na wieczorne animacje.

🚶‍♂️ Co robić poza hotelem? Santa Maria i okolice

Choć z RIU Funana mogłoby się w ogóle nie wychodzić, to grzechem byłoby nie poznać wyspy.

Do centrum miasteczka Santa Maria dojdziecie spacerem wzdłuż brzegu morza w około 20-25 minut (lub dojedziecie taksówką za kilka euro). To tętniące życiem miejsce, gdzie warto wybrać się na kultowe molo (Pier de Santa Maria) w okolicach południa, aby zobaczyć, jak lokalni rybacy wyładowują gigantyczne tuńczyki i inne morskie potwory. Klimat knajpek, muzyka na żywo na ulicach i wszechobecny luz sprawiają, że chce się tam wracać każdego dnia.

🚗 TOP 3 atrakcje na wyspie Sal, które musisz zaliczyć:

  • Salinas de Pedra de Lume: Kąpiel w słonym jeziorze wewnątrz krateru wygasłego wulkanu. Woda ma tak duże zasolenie, że unosi Cię na powierzchni jak w Morzu Martwym!

  • Buracona i Blue Eye: Magiczne, naturalne zagłębienie w skalistym wybrzeżu, gdzie słońce pod odpowiednim kątem tworzy efekt świecącego, błękitnego oka.

  • Shark Bay: Spacer do oceanu, gdzie wokół Twoich nóg pływają małe, zupełnie niegroźne rekiny cytrynowe. Niezapomniane przeżycie!

📝 Podsumowanie: Czy warto?

RIU Funana to bezpieczny, sprawdzony wybór dla każdego, kto szuka najwyższego standardu wypoczynku. To idealny kompromis pomiędzy dziką Afryką a europejskim komfortem. Jeśli kochacie słońce, przestrzeń, piękne plaże i cenicie sobie święty spokój w klimacie No Stress, Wyspy Zielonego Przylądka i ten hotel spełnią Wasze oczekiwania z nawiązką.

Wycieczki i atrakcje

Przed wyjazdem znaleźliśmy stronę https://bezskarpetek.pl i zapoznaliśmy się z Małgosią i Darkiem którzy mieszkają tam od lat https://www.facebook.com/bezskarpetek/?locale=pl_PL . Wycieczki z nimi to cała prawda o SAL.

Santa Maria Riu Funana – Nasze 7 dni pobytu

Dzień 1: Witaj w raju bez stresu! Pierwsze wrażenia i wieczorny ogień

Po locie i sprawnym przejściu formalności na lotnisku Espargos, uderzyła w nas fala przyjemnego, afrykańskiego ciepła. Krótki transfer i meldujemy się w RIU Funana. Pierwsze wrażenie? Monumentalne, pustynne mury hotelu na tle bezchmurnego nieba robią niesamowite wrażenie. Szybki meldunek, opaski na nadgarstki i rzucamy walizki w pokoju – czas na to, co tygryski lubią najbardziej, czyli pierwszy rekonesans!

Gdy tylko słońce zaczęło chować się za horyzont, ruszyliśmy na wieczorny obchód gigantycznego terenu kompleksu. Podświetlone baseny, szum oceanu w tle i palmy kołyszące się na wietrze natychmiast przełączyły nas w tryb pełnego urlopu. Kolacja w restauracji głównej to był prawdziwy festiwal smaków (świeże ryby skradły nasze serca od pierwszego kęsa!), a wieczór postanowiliśmy zwieńczyć w hotelowym amfiteatrze.

I to był strzał w dziesiątkę! Pierwszy wieczorny show na scenie pokazał, że ekipa animatorów w RIU to absolutni profesjonaliści. Niezwykła energia, lokalne, afrykańskie rytmy, taniec i wszechobecne „No Stress” porwały całą publiczność. Zmęczeni, ale naładowani mega pozytywną energią wróciliśmy do pokoju, wiedząc, że to będą genialne wakacje!

Dzień 2: Sal w pigułce, czyli całodniowa petarda wokół wyspy!

Jeśli ktoś myśli, że wyspa Sal to tylko hotel i plaża, to ten dzień udowodnił, jak bardzo można się pomylić. Spakowaliśmy filtry z filtrem UV, wskoczyliśmy w auto terenowe i ruszyliśmy na podbój wyspy. To była absolutna petarda – zobaczyliśmy miejsca, które na długo zostaną w naszej pamięci! Oto nasz intensywny, pełen wrażeń plan z drugiego dnia:

🏄‍♂️ Od Kite Beach po cmentarzysko muszli

Naszym pierwszym przystankiem była kultowa Plaża Kite Beach (Costa de Fragata). Silny wiatr i setki kolorowych latawców na tle błękitnego nieba robią piorunujące wrażenie. To mekka dla fanów sportów wodnych z całego świata – energia tego miejsca aż buzuje! Kawałek dalej zatrzymaliśmy się w niezwykłym miejscu – na Cmentarzysku muszli, gdzie fale wyrzucają tysiące wielkich, pięknych muszli, tworząc unikalny, surowy krajobraz.

🦈 Oko w oko z drapieżnikami w Zatoce Rekinów

Kolejny punkt programu dostarczył nam porządnej dawki adrenaliny. Wjechaliśmy do Shark Bay (Zatoki Rekinów). Zakładamy specjalne buty do wody, wchodzimy kilkadziesiąt metrów w głąb oceanu i… nagle wokół naszych nóg zaczynają krążyć kilkumetrowe rekiny cytrynowe! Spokojnie, ten gatunek jest zupełnie niegroźny dla ludzi, ale widok płetwy grzbietowej przecinającej wodę tuż obok Ciebie i tak przyspiesza bicie serca!

🌋 Kąpiel w wulkanie i kosmiczne krajobrazy

Z zatoki ruszyliśmy prosto do Pedra de Lume, czyli słynnych Salinas zlokalizowanych wewnątrz krateru wygasłego wulkanu. Krajobraz jest iście marsjański. Najlepsze czekało nas jednak na dole – kąpiel w solankach! Woda ma tutaj tak gigantyczne zasolenie (27 razy większe niż w oceanie!), że unosisz się na powierzchni jak korek, bez żadnego wysiłku. Genialne uczucie i naturalne spa dla skóry w jednym.

🏜️ Fatamorgana i stolica Espargos

Po relaksującej kąpieli przejechaliśmy przez bezdroża pustyni Terra Boa. To tutaj natura płata figle – na własne oczy zobaczyliśmy niesamowitą fatamorganę, gdzie na horyzoncie, w pełnym słońcu, sucha pustynia nagle zaczyna wyglądać jak ogromne, lśniące jezioro.

Z pustyni skierowaliśmy się do Espargos – stolicy wyspy. Kolorowe, tętniące życiem miasteczko pozwoliło nam poczuć autentyczny, wyspiarski klimat, z dala od turystycznych resortów. Aby zobaczyć panoramę całego miasta i wyspy, wdrapaliśmy się na punkt widokowy na górze Monte Curral, skąd rozciąga się genialny widok we wszystkich kierunkach.

⚓ Port Palmeira i Magiczne Błękitne Oko

Kolejnym przystankiem był malowniczy, rybacki Port Palmeira, gdzie lokalni mieszkańcy leniwie spędzają czas, a w porcie kołyszą się kolorowe łodzie. Stamtąd ruszyliśmy do jednego z cudów natury na Sal – Buracona. To tutaj znajduje się słynne Blue Eye (Błękitne Oko). Kiedy słońce świeci pod odpowiednim kątem, w głębi skalistej jaskini woda rozbłyska niesamowitym, neonowo-błękitnym kolorem. Coś pięknego!

🦁 Murdeira i pożegnanie z lwem

Na sam koniec dnia, wracając już w stronę hotelu, zatrzymaliśmy się w urokliwej miejscowości Murdeira. To idealny punkt widokowy na majestatyczną górę Monte Leão (Lwią Górę), która swoim kształtem przypomina leżącego lwa pilnującego oceanu.

To był niesamowicie intensywny dzień. Wróciliśmy do RIU Funana zmęczeni, zakurzeni pustynnym pyłem, ale z kartami pamięci pełnymi genialnych ujęć i z głowami pełnymi wspomnień. Wyspa Sal oficjalnie nas zachwyciła!

☀️ Dzień 3: Święty spokój, czyli „No Stress” na pełnych obrotach

Po wczorajszym, intensywnym rajdzie dookoła wyspy, nasze organizmy jednoznacznie domagały się jednego: resetu. Dzień trzeci ogłosiliśmy oficjalnym dniem lenistwa, a RIU Funana stworzyło do tego warunki idealne. W końcu po to jedzie się na Cabo Verde, żeby w pełni poczuć to słynne, wyspiarskie No Stress!

Poranek zaczęliśmy od niespiesznego śniadania (świeże owoce i chrupiące croissanty smakują najlepiej, gdy nigdzie się nie spieszysz), a potem ruszyliśmy prosto na plażę Ponta Preta. Szeroki pas drobnego, miękkiego piasku i potężne, spienione fale Atlantyku – ten widok po prostu się nie nudzi. Spacer wzdłuż brzegu, z bryzą we włosach i szumem oceanu w uszach, błyskawicznie naładował nas pozytywną energią. Trochę powalczyliśmy z falami, a potem przenieśliśmy się w okolice hotelowego baru na plaży, żeby złapać trochę słońca z zimnym drinkiem w dłoni.

Popołudnie spędziliśmy już przy hotelowych basenach. Trzeba przyznać, że strefa basenowa w RIU Funana robi robotę – woda była idealnie orzeźwiająca, a bar typu swim-up (gdzie zamawiasz napoje bez wychodzenia z wody) szybko stał się naszym ulubionym punktem strategicznym. Między koktajlami a czytaniem książki daliśmy się też porwać świetnej ekipie animatorów, którzy non stop dbali o dobrą energię gości – muzyka, uśmiech i totalny luz.

Wieczór minął nam pod znakiem pysznej kolacji w jednej z restauracji tematycznych i spokojnego chilloutu. Taki dzień pełnego resetu był nam bardzo potrzebny. Ciała opalone, baterie naładowane – jesteśmy gotowi na kolejne dni przygody!

🚶‍♂️ Dzień 4: Kolorowe Santa Maria, czyli tuńczyki wielkie jak dom i lokalny chill

Po wczorajszym lenistwie przy basenie, przyszedł czas na bliższe poznanie okolicy. Naszym celem na dzień czwarty było Santa Maria – urokliwe, tętniące życiem miasteczko położone tuż obok naszego hotelu. Z RIU Funana ruszyliśmy na niespieszny, około 20-minutowy spacer brzegiem oceanu. Trzeba przyznać, że taka trasa do „pracy” to czysta przyjemność!

Pierwsze kroki skierowaliśmy prosto na kultowe molo (Pier de Santa Maria) i… trafiliśmy na idealny moment! Około południa przypływają tu lokalni rybacy, a na molo zaczyna się prawdziwy spektakl. Wyładowywanie z kolorowych łodzi potężnych, świeżo złowionych tuńczyków i innych egzotycznych ryb robi niesamowite wrażenie. Lokalsi oprawiają je na miejscu z chirurgiczną precyzją, wokół kręcą się tłumy turystów, a w wodzie pod molo czatują stada ryb liczących na darmowy kąsek. Klimat jest nie do podrobienia – autentyczny, głośny i pełen życia.

Gdy nasyciliśmy oczy (i aparaty) widokami z molo, ruszyliśmy w głąb miasteczka. Santa Maria zachwyca swoimi pastelowymi, kolorowymi domkami, wszechobecną architekturą w stylu kolonialnym i wszechobecną sztuką uliczną. Na każdym kroku lokalni artyści zapraszają do swoich galerii, a z głośników w knajpkach sączy się tradycyjna muzyka morna (ta sama, którą wsławiła na cały świat Cesária Évora).

Oczywiście nie odmówiliśmy sobie przyjemności usiąść w jednym z lokalnych barów przy samej plaży, zamówić zimne, lokalne piwo Strela i po prostu obserwować toczące się niespiesznie życie w rytmie No Stress. Kupiliśmy też kilka pamiątek (kawa z Fogo to punkt obowiązkowy!) i po kilku godzinach chłonięcia tej genialnej atmosfery, wróciliśmy do hotelu na kolację.

Santa Maria ma w sobie coś takiego, że od razu poprawia humor. Jeśli będziecie na Sal, to miejsce trzeba odwiedzić więcej niż raz!

Dzień 5: Zielona oaza na pustyni, czyli wizyta w ogrodzie botanicznym

Wyspa Sal kojarzy się głównie z księżycowymi, surowymi krajobrazami, suchą pustynią i piaszczystymi plażami. Dlatego dzień piąty przyniósł nam spore zaskoczenie. Wybraliśmy się do ogrodu botanicznego Viveiro, który znajduje się zaledwie rzut kamieniem od naszego hotelu RIU Funana.

Wystarczyło kilkanaście minut drogi, aby przenieść się do zupełnie innego świata. Viveiro to prawdziwa, soczyście zielona oaza stworzona ludzkimi rękami pośrodku wysuszonej słońcem ziemi. Gdy tylko przekroczyliśmy bramę, uderzył nas niesamowity widok: setki gatunków egzotycznych roślin, potężne kaktusy, palmy, kwitnące oleandry i bugenwille, które na tle surowego otoczenia wyspy wyglądają po prostu zjawiskowo. Spacer zacienionymi alejkami był genialną odskocznią od palącego słońca.

Poza niesamowitą roślinnością, ogród kryje w sobie jeszcze jedną atrakcję – małe zoo i azyl dla zwierząt. Mogliśmy z bliska zobaczyć i nakarmić mieszkające tam osiołki, kozy, papugi, kaczki czy pawie. Zwierzaki są bardzo przyzwyczajone do ludzi i chętnie wchodzą w interakcję, co sprawia, że całe miejsce ma niezwykle ciepły, rodzinny klimat.

Spędziliśmy tam leniwe, bardzo relaksujące przedpołudnie. To idealne miejsce na spokojny spacer, zrobienie pięknych, kolorowych zdjęć i przekonanie się, że przy odrobinie pasji można wyczarować prawdziwy raj nawet na pustyni. Po powrocie do hotelu resztę dnia spędziliśmy na tradycyjnym łapaniu słońca i wieczornym chillu przy muzyce na żywo. Cabo Verde nie przestaje nas pozytywnie zaskakiwać!

Dzień 6: Plażowy chill i nocne szaleństwo z Małgosią i Darkiem, czyli jak imprezują lokalsi!

Dzień szósty zaczął się klasycznie – od totalnego relaksu na naszej ulubionej plaży przy RIU Funana. Łapanie ostatnich promieni afrykańskiego słońca, szum oceanu i zimne drinki. Wiedzieliśmy jednak, że to tylko cisza przed burzą, bo na wieczór mieliśmy zaplanowaną prawdziwą petardę. Postanowiliśmy sprawdzić, jak wygląda nocne życie na Sal, a naszymi przewodnikami po zakamarkach Santa Maria zostali Małgosia i Darek – ekipa, która zna tu każdy kąt!

Ruszyliśmy w miasto po zmroku i od razu wskoczyliśmy na głęboką wodę. Na pierwszy ogień poszła degustacja lokalnego bimbru – słynnego Grogue oraz jego słodszej wersji, Pontche. Małgosia i Darek pokazali nam, jak pić to po kabowerdeńsku, a lokalny trunek błyskawicznie podkręcił imprezową atmosferę.

Potem ruszyliśmy w tancerz. Santa Maria w nocy tętni niesamowitą energią, a muzyka niesie się po ulicach. Jednak najlepsze (i najbardziej ekscytujące) czekało na nas po północy. Oficjalne, turystyczne kluby i dyskoteki zamykają się tutaj równo o 24:00. Ale przecież noc była jeszcze młoda!

Za namową naszych przewodników postanowiliśmy zaryzykować i… po północy weszliśmy zupełnie sami do jednej z undergroundowych dyskotek dla lokalsów. Żadnych turystów, ukryte wejście i czysty, autentyczny klimat Cabo Verde. Środek nocy, ciemny klub, a na parkiecie niesamowity pokaz lokalnego tańca kizomba i funaná w wykonaniu mieszkańców wyspy. Tempo i rytm, w jakim oni się ruszają, są po prostu nie do podrobienia! Początkowo czuliśmy lekki dreszczyk emocji, ale szybko daliśmy się porwać tej niesamowitej energii w myśl zasady No Stress.

Do hotelu wróciliśmy nad ranem – zmęczeni tańcem, rozbawieni i z poczuciem, że przeżyliśmy coś absolutnie wyjątkowego. Twarzowej, autentycznej i nocnej odsłony Sal długo nie zapomnimy! Wielkie dzięki dla Małgosi i Darka za tę noc! 🥂🕺

🌊 Dzień 7: Ostatnie „No Stress”, czyli wielki plażowy finał

Po wczorajszym nocnym szaleństwie na dyskotekach z Małgosią i Darkiem, poranek przywitaliśmy z lekkim opóźnieniem. Nasz ostatni pełny dzień na Wyspach Zielonego Przylądka mógł minąć tylko pod jednym hasłem: absolutne, niczym niezmącone lenistwo. Postanowiliśmy wycisnąć z plaży Ponta Preta oraz udogodnień RIU Funana tyle, ile się da!

Spakowaliśmy ręczniki, filtry i przenieśliśmy się na piasek tuż obok szumiącego Atlantyku. Trzeba przyznać, że ten widok – nieskończony błękit oceanu, potężne fale i złoty piasek – nigdy się nie nudzi. Cały dzień upłynął nam na niespiesznym rytmie: krótki spacer brzegiem morza, łapanie słońca, chłodzenie się w oceanie i regularne wizyty w hotelowym barze na plaży po orzeźwiające drinki.

Gdy słońce zaczęło powoli chylić się ku zachodowi, usiedliśmy na brzegu, żeby po raz ostatni podziwiać ten spektakularny, afrykański zachód słońca. To był idealny moment na podsumowanie całego wyjazdu. Od księżycowych krajobrazów, przez rekiny cytrynowe, klimatyczne Santa Maria, aż po genialne, lokalne imprezy – wyspa Sal kupiła nas w stu procentach.

Wieczór spędziliśmy na pożegnalnej kolacji, pakowaniu walizek i ostatnim drinku przy hotelowej scenie. Jutro powrót do Polski, ale jedno jest pewne: baterie naładowaliśmy do pełna, a wyspiarską filozofię No Stress zabieramy ze sobą w sercach! 🇨🇻🌴

🛫 Dzień 8: Ostatnie chwile przy basenie i powrót do rzeczywistości

Wszystko, co dobre, szybko się kończy – nadszedł dzień powrotu. Ponieważ wylot do Polski mieliśmy zaplanowany dopiero wieczorem, zyskaliśmy prawie cały dzień na to, by po raz ostatni nacieszyć się genialną pogodą i udogodnieniami hotelu RIU Funana.

Po sprawnym wymeldowaniu i zdaniu pokoju, zrzuciliśmy walizki do przechowalni i w samych strojach kąpielowych ruszyliśmy prosto do naszej ulubionej strefy basenowej. Postanowiliśmy spędzić te ostatnie godziny w trybie maksymalnego relaksu. Pływanie, łapanie ostatnich promieni afrykańskiego słońca na leżakach i oczywiście obowiązkowe, pożegnalne drinki w barze typu swim-up. Ekipa animatorów do samego końca dbała o świetną atmosferę, więc czas upływał nam niesamowicie przyjemnie. Po obiedzie przyszedł czas na szybki prysznic w hotelowej strefie hospitality, przebranie się w „samolotowe” ciuchy i spakowanie ostatnich drobiazgów.

Późnym popołudniem pod hotel podjechał nasz transfer. Kiedy autobus ruszał w stronę lotniska Espargos, z lekką nostalgią patrzyliśmy na znikające za horyzontem mury RIU Funana.

To były absolutnie genialne wakacje. Wyspy Zielonego Przylądka zaskoczyły nas swoją różnorodnością – od marsjańskich krajobrazów Salinas i adrenaliny w Zatoce Rekinów, przez niesamowity, zielony ogród botaniczny, aż po tętniące życiem Santa Maria i nocne szaleństwa z Małgosią i Darkiem. Sal idealnie łączy w sobie afrykańską dzikość z pełnym komfortem, a wszechobecne motto No Stress naprawdę zostaje w głowie na długo po powrocie.

Dziękujemy, Cabo Verde! Na pewno tu jeszcze wrócimy! 🇨🇻✈️