Neptune Pwani beach resort
Czas lotu: 3 godziny
Przesunięcie czasu: jak w Polsce
Waluta: Euro
Czas lotu: 9 godzin
Przesunięcie czasu: +1h
Waluta: najlepiej zabrać dolary tylko nowe, wymieniać można w lokalnych kantorach na szyling tanzański (TZS)
1 zł= 600 TZS
1 USD = 2.300 TZS
1 Euro = 2750 TZS
Wiza na 3 miesiące: 50$ na lotnisku lub wcześniej przez internet
Język: suahili, angielski
Szczepienia: nie wymagane
Bezpieczeństwo: bardzo mili i przyjaźni mieszkańcy, nie ma niebezpiecznych zwierząt
Data wyjazdu: 24-31.07.2023r.
Oaza Spokoju w Neptune Pwani Beach Resort
Czy marzyłeś kiedykolwiek o ucieczce do raju, gdzie słońce tańczy na falach, a ty z drinkiem w ręku chcesz zapomnieć o wszystkim? 🌴
Neptune Pwani Beach Resort to miejsce, które spełnia wszystkie te marzenia! Położony na idyllicznej wyspie Zanzibar, urok tego hotelu oczarowuje od pierwszych chwil.
Hotel pięciogwiazdkowy
•elegancki i luksusowy
•zbudowany w 2007 r.
•łącznie 154 pokoje, kilkanaście budynków, 1 piętro
•część hotelu leży na niewielkim wzniesieniu•przestronne i eleganckie lobby
•całodobowa recepcja
•sala konferencyjna dla 100 osób
•taras z widokiem na ogromny ogród i ocean
•bezpłatny internet bezprzewodowy
•na terenie hotelu występują różnice poziomów – nie jest polecany osobom z ograniczeniami ruchowymi
Przestrzeń, światło i harmonia
Wejście do hotelu to jak wkroczenie do bajki!
Przestronne lobby, wypełnione naturalnym światłem i tropikalnym zapachem, przenosi cię od razu w stan relaksu.
Odpocznij w wygodnych fotelach, otoczony zielenią palm i słychać tylko szum fal – kto potrzebuje większej zachęty?
Pokoje pełne luksusu
Każdy z pokoi w Neptune Pwani to mały raj na ziemi.
Stylowe wnętrza z wplecionymi lokalnymi akcentami zapewniają, że poczujesz się jak król lub królowa, nawet jeśli jesteś tylko turystą.
Przestronność, nowoczesne udogodnienia i, co najważniejsze, widok na ocean, który zapiera dech w piersiach – to wszystko czeka na Ciebie!
Nie wahaj się – rozpakuj walizki, załóż klapki i… idź na plażę! 🌊
Plaża jak z pocztówki
Plaża tu jest magiczna i rozciąga się na długie kilometry.
Białe, piaszczyste wybrzeże, które zaprasza do długich spacerów, fontanny podczas zachodu słońca i krystalicznie czysta woda, w której można nurkować w poszukiwaniu kolorowych rybek – to właśnie tu możesz zapomnieć o codzienności! 🐠
Chcesz zjeść coś pysznego? Nie ma problemu! Bar na plaży serwuje smakowite przekąski i orzeźwiające koktajle. Sądzisz, że to zbyt piękne, by było prawdziwe? Daj się przekonać!
Gastronomia, która rozpieszcza podniebienie
Neptune Pwani to prawdziwy raj dla smakoszy.
Zróżnicowane restauracje oferują dania zarówno lokalnej kuchni z Zanzibaru, jak i międzynarodowe specjały.
Każdy posiłek to nowe doznanie smakowe – spróbuj owoców morza prosto z oceanu, zyskaj energię dzięki egzotycznym owocom lub rozkoszuj się aromatyczną kawą z miejscowej plantacji.
Nie zapomnij zarezerwować miejsca w restauracji tematycznej – to kulinarna podróż wokół świata, której nie zapomnisz!
Atrakcje na wyciągnięcie ręki
Nie jesteś typem relaksacyjnego turysty? Nie martw się!
Neptune Pwani Beach Resort oferuje wiele atrakcji, które wprawią cię w ruch!
Spróbuj swoich sił w nurkowaniu, zasmakuj w sportach wodnych, poznaj okoliczne tradycje podczas wycieczek do lokalnych wiosek, bądź wybierz się na safari – przygoda czeka na Ciebie na wyciągnięcie ręki! 🚀
Relaks w Spa
Neptune Pwani to również oaza dla miłośników wellness!
Spa oferuje niezapomniane zabiegi, które pozwolą Ci na chwilę zapomnienia. Masaże z zastosowaniem lokalnych olejków, aromaterapia – wszystko po to, abyś poczuł się jak nowo narodzony. 🌺
Baseny
2 baseny, słodka woda: ok. 1150 m², gł. 0,3-1,5 m, wydzielona część dla dzieci i 750 m², gł. 0,3-1,7 m




Zanzibar Neptun Pwani beach resort – Nasze 8 dni pobytu
Dzień 1: Trzeci raz na Zanzibarze: Meldujemy się w Neptune Pwani Beach Resort
Zanzibar ma w sobie coś takiego, że gdy raz poczuje się jego klimat, to miejsce po prostu nie chce wyjść z głowy. Wierni naszej zasadzie, że do miejsc wyjątkowych warto wracać, wylądowaliśmy na wyspie po raz trzeci. Tym razem nasz wybór padł na pięciogwiazdkowy Neptune Pwani Beach Resort & Spa – kompleks urządzony w tradycyjnym, afrykańskim stylu suahili, który od pierwszych chwil zrobił na nas potężne wrażenie.
Sam przyjazd i meldunek w hotelu to już tradycyjnie moment, w którym całkowicie odcinamy się od europejskiego pośpiechu i przełączamy na zanzibarski tryb „pole pole”.
Pierwsze chwile w nowym resorcie
Nasza strategia na ten pierwszy wieczór była prosta i sprawdzona:
Szybkie załatwienie formalności i rzucenie bagaży w pokoju, by nie marnować ani minuty,
Pierwsze rozpoznanie terenu i przejście się po monumentalnym, tropikalnym ogrodzie, z którego słynie ten hotel,
Złapanie pierwszego oddechu z widokiem na nocny ocean.
Wracać na Zanzibar po raz trzeci i wciąż czuć ten sam dreszcz ekscytacji tuż po wyjściu z lotniska – to tylko dowód na to, że ta wyspa ma w sobie magię. Neptune Pwani przywitał nas dokładnie tak, jak tego oczekiwaliśmy: luksusem wplecionym w autentyczną afrykańską naturę.
Podróż i logistyka za nami. Baterie naładowane, a plan na kolejne dni zakłada maksymalne wyciśnięcie z tego miejsca wszystkiego, co najlepsze.
Dzień 2: Pierwszy rekonesans – odkrywamy zakątki Neptune Pwani i okolicy
Drugi dzień na Zanzibarze dedykowaliśmy naszej tradycji, czyli dokładnemu zwiedzaniu hotelu oraz najbliższej okolicy. Kiedy opadną pierwsze emocje związane z przylotem, zawsze dajemy sobie czas na to, by na spokojnie poczuć przestrzeń, w której spędzimy najbliższe dni.
Neptune Pwani Beach Resort okazał się potężnym kompleksem, który idealnie łączy afrykańską architekturę z luksusowym wykończeniem. Rozległy, perfekcyjnie utrzymany ogród tropikalny pełen palm i egzotycznej roślinności robi tutaj niesamowite wrażenie i pozwala odetchnąć od palącego, afrykańskiego słońca.
Wielkie odkrywanie resortu i plaży
Nasze przedpołudnie minęło pod znakiem niespiesznego spaceru i mapowania najlepszych punktów w hotelu:
Lokalizacja basenów i stref relaksu – hotel dysponuje świetną infrastrukturą, w której każdy znajdzie idealny kąt dla siebie,
Zejście na plażę Pwani Mchangani – szeroki pas drobnego, białego piasku, który idealnie kontrastuje z intensywnym turkusem Oceanu Indyjskiego,
Pierwszy spacer poza mury hotelu – wyjście wzdłuż linii brzegu, by sprawdzić lokalny klimat i zobaczyć, jak wygląda okolica od strony oceanu.
Każdy hotel na Zanzibarze ma swoją własną duszę, ale Neptune Pwani od pierwszych kroków urzeka dbałością o detale w stylu suahili. Spacerując tutejszymi ścieżkami, ma się poczucie przebywania w luksusowej, afrykańskiej wiosce wtopionej w dziką naturę.
Dzień minął nam na czystej przyjemności z odkrywania nowych zakątków i powolnym łapaniu zanzibarskiego rytmu. Baza została doskonale rozpracowana – czas na kolejne dni i kolejne przygody!




Dzień 3: Pełen reset na basenie i wieczorny pokaz akrobatyczny
Trzeci dzień w Neptune Pwani Beach Resort minął pod znakiem absolutnego relaksu. Po wczorajszym intensywnym rekonesansie i spacerach po okolicy, tym razem postanowiliśmy na moment zwolnić bieg. Całe popołudnie spędziliśmy przy hotelowym basenie, chłodząc się w wodzie, łapiąc słońce i po prostu celebrując wakacyjną beztroskę.
Klimat tego miejsca idealnie sprzyja totalnemu odcięciu się od codziennych obowiązków – czas płynie tu wolniej, a jedynym dźwiękiem jest szum palm i oddalone uderzenia fal o brzeg oceanu.
Wieczorne widowisko pełne afrykańskiej energii
Gdy słońce schowało się za horyzontem, a upał nieco odpuścił, przyszedł czas na zapowiadane atrakcje. Hotelowa scena ożyła, a my daliśmy się porwać lokalnej kulturze i sztuce:
Pokaz akrobatyczny – wieczorne show w wykonaniu lokalnych artystów zrobiło na nas ogromne wrażenie,
Niesamowita sprawność i dynamika – ewolucje, pokazy siły i gibkości zapierały dech w piersiach,
Prawdziwa zanzibarska energia – widowisko było pełne rytmicznej muzyki i pasji, która natychmiast udzieliła się całej zgromadzonej publiczności.
Lokalne pokazy na Zanzibarze mają w sobie niezwykłą autentyczność. To nie są nudne, powtarzalne animacje, ale potężna dawka afrykańskiego temperamentu i talentu, które ogląda się z ogromną przyjemnością przy wieczornym drinku.
Połączenie leniwego dnia na basenie z tak energetycznym wieczorem było idealnym przepisem na udany dzień w raju.
Dzień 4: Powrót do ukochanych miejsc – dzikie Nungwi, najlepsze owoce morza i ukryta plaża Mtende
Czwarty dzień to powrót do tego, co na Zanzibarze kochamy najbardziej – niezależnej eksploracji wyspy poza hotelowym schematem. Ruszyliśmy w trasę, łącząc sprawdzone, kultowe punkty z zupełnie nowymi, spektakularnymi odkryciami geograficznymi.
Zaczęliśmy od wizyty na północy wyspy, odwiedzając Kilosa Mini Zoo w Nungwi. To miejsce, które darzymy ogromnym sentymentem. Ponowne przejście po tym kameralnym azylu i bliskie spotkania z egzotycznymi zwierzętami, które można podglądać dosłownie na wyciągnięcie ręki, dały nam mnóstwo czystej, wakacyjnej radości.
Powrót do kultowych smaków i odkrycie plaży Mtende
Po dawkach emocji ze zwierzętami przyszedł czas na punkt programu, na który moje podniebienie czekało od dawna. Udaliśmy się na obiad do naszej dobrze znajomej restauracji w Nungwi. Świeże, genialnie przyrządzone owoce morza smakowały dokładnie tak samo obłędnie jak podczas poprzednich wyjazdów. To bezdyskusyjnie kulinarne serce tej części wyspy.
Najedzeni i pełni energii zmieniliśmy całkowicie kierunek, by zobaczyć jedno z najbardziej unikalnych miejsc na Zanzibarze:
Plaża Mtende – ukryta pośród potężnych formacji skalnych, dzika i niesamowicie klimatyczna plaża, która wygląda zupełnie inaczej niż rozległe piaski Pwani czy Kiwengwa,
Olbrzymi, majestatyczny baobab – potężne, wiekowe drzewo rosnące w tej okolicy robi piorunujące wrażenie i uświadamia, jak potężna i piękna potrafi być afrykańska natura.
Plaża Mtende z jej surowym krajobrazem i monumentalnym baobabem to zupełnie inne oblicze Zanzibaru. Z dala od masowego turysty, w otoczeniu potężnych skał i natury, można poczuć prawdziwą, dziką Afrykę, która zapiera dech w piersiach.
Pełen kontrastów dzień – od bliskich spotkań ze zwierzętami, przez genialną ucztę, aż po mistyczne widoki na południowo-wschodnim krańcu wyspy – zakończyliśmy powrotem do naszego Neptune Pwani Beach Resort, z głowami pełnymi kolejnych genialnych wspomnień.
Dzień 5: Spontaniczna akcja, nocny rajd tuk-tukiem i ukryte bonusy hotelowe
Piąty dzień zaczął się klasycznie – od spokojnego łapania słońca i odpoczynku na plaży Pwani. Nic nie zapowiadało, że ten wieczór zamieni się w jedną z najbardziej szalonych i spontanicznych akcji tego wyjazdu.
Plan był prosty: byliśmy umówieni z hotelową animatorką na wspólne wyjście na lokalną dyskotekę, która znajdowała się niedaleko naszego resortu. Życie na Zanzibarze płynie jednak własnym, mocno elastycznym rytmem „pole pole”. Gdy wybbiła godzina zbiórki, okazało się, że nasza przewodniczka po prostu nie dojechała na czas.
Do odważnych świat należy, czyli kierunek: afrykańskie disco
Zamiast rezygnować i wracać do pokoju, podjęliśmy szybką decyzję – jedziemy sami! Spakowaliśmy dobry humor, wyszliśmy przed hotel i zdaliśmy się na zanzibarski los:
Szybki transport – momentalnie złapaliśmy lokalnego kierowcę, który zapakował nas do swojego tuk-tuka i zaffundował nam klimatyczny, nocny rajd lokalnymi drogami,
Niespodzianka na wejściu – na miejscu, przy kasie biletowej, przeżyliśmy spory szok. Okazało się, że goście naszego hotelu Neptune Pwani mają na tę imprezę całkowicie darmowe wejściówki! Co ciekawe, w hotelu nikt nas o takim bonusie nie poinformował.
Ta sytuacja po raz kolejny udowodniła nam, że w podróży wygrywają ci, którzy nie boją się improwizacji. Gdybyśmy czekali na animatorkę w lobby, stracilibyśmy masę genialnej zabawy i szansę na odkrycie hotelowego sekretu.
Zanzibarskie rytmy i pełen parkiet
Mniej więcej po godzinie imprezy dojechała w końcu nasza animatorka wraz z koleżanką, mocno zdziwiona, że tak świetnie poradziliśmy sobie sami.
Samo disco okazało się absolutnym strzałem w dziesiątkę. Klub pękał w szwach – ludzi było mnóstwo, zarówno turystów, jak i lokalnych mieszkańców. Królowały typowe zanzibarskie klimaty, niesamowicie rytmiczna muzyka, afrykański taniec i energia, której nie da się podrobić w żadnym europejskim klubie. Bawiliśmy się genialnie do późnej nocy, wracając do hotelu z poczuciem, że to był wyjątkowo udany, spontaniczny wypad.
Dzień 6: Prawdziwy oceaniczny klimat – rejs tradycyjnym drewnianym katamaranem
Szósty dzień przyniósł nam jedno z najbardziej autentycznych i klimatycznych doświadczeń na wodzie. Zaczęliśmy bardzo spokojnie, od leniwego przedpołudnia na plaży Pwani Mchangani. Biały piasek, szum fal i pełne słońce – idealny wakacyjny standard. Jednak prawdziwa przygoda zaczęła się wtedy, gdy postanowiliśmy zejść z utartego, hotelowego szlaku.
Spacerując wzdłuż brzegu, nawiązaliśmy kontakt z lokalnym rybakiem. Po krótkiej, niezwykle sympatycznej rozmowie skusiliśmy się na spontaniczną wyprawę łodzią wzdłuż wybrzeża i dalej, głęboko w głąb Oceanu Indyjskiego.
Na falach w stylu suahili
Nie była to plastikowa, głośna motorówka z biura podróży, ale coś absolutnie wyjątkowego:
Tradycyjna zanzibarska łódź – płynęliśmy rdzennym, drewnianym katamaranem z charakterystycznymi płozami, konstrukcji jakiej tutejsi rybacy używają od wieków,
Czysty spokój i wiatr w żaglach – sunięcie po turkusowej tafli wody w tak surowej, autentycznej łodzi pozwala poczuć ocean całym sobą,
Śmieszne pieniądze za genialny czas – za całą, 3-godzinną wyprawę dla naszej 3-osobowej ekipy zapłaciliśmy zaledwie 40 dolarów.
Kupując wycieczki od masowych naganiaczy, płaci się potrójnie za sztuczny luksus. Dogadując się bezpośrednio z lokalnym rybakiem na plaży, zyskujesz nie tylko bezkonkurencyjną cenę, ale przede wszystkim autentyczną przygodę i wspierasz człowieka, który żyje z tego oceanu na co dzień.
Przez trzy godziny podziwialiśmy Neptune Pwani i zanzibarskie wybrzeże z zupełnie nowej perspektywy, ciesząc się ciszą, przestrzenią i kołysaniem fal. To był bezdyskusyjnie jeden z najlepszych, najbardziej relaksujących momentów tego wyjazdu.
Dzień 7: Lekcja biologii na pełnym morzu – sekrety ukrytej siatki lokalnego kapitana
Siódmy dzień upłynął nam pod znakiem idealnego balansu. Przedpołudnie podzieliliśmy sprawiedliwie między hotelowy basen a rajską plażę Pwani, chłonąc ostatnie dni zanzibarskiego słońca. Jednak prawdziwe emocje przyniósł dopiero moment, w którym po raz kolejny postanowiliśmy zaufać lokalnym mieszkańcom i ruszyć na spotkanie z Oceanem Indyjskim.
Tym razem naszą ekipą dowodził rodowity zanzibarski kapitan, który wraz ze swoimi znajomymi zabrał nas na pokład, by pokazać nam ocean z perspektywy, jakiej nie ujrzycie na żadnym oficjalnym, turystycznym rejsie.
Podglądamy najdziwniejsze stworzenia głębin
To nie była zwykła wycieczka – to była fascynująca, pełna niespodzianek wyprawa do świata podwodnej fauny. Nasi przewodnicy znali te wody jak własną kieszeń:
Skarby z głębin i tajnej sieci – kapitan i jego załoga co chwilę nurkowali pod wodę lub sięgali do swojej specjalnej, ukrytej siatki, wyciągając na powierzchnię niesamowite okazy,
Z bliska z naturą – pokazywali nam na dłoni najdziwniejsze, najbardziej kosmiczne zwierzęta oceanu, o których istnieniu często nie mieliśmy pojęcia,
Bezcenna wiedza z pierwszej ręki – z dumą i uśmiechem opowiadali nam o tutejszych stworzeniach, pozwalając nam na bezpieczną, bezpośrednią interakcję z dziką przyrodą.
Pływanie po oceanie z ludźmi, którzy spędzili na nim całe życie, to zupełnie inny wymiar podróżowania. Zamiast suchego opisu z przewodnika, dostaliśmy żywą lekcję biologii morskiej pełną śmiechu, pasji i autentycznej zanzibarskiej gościnności.
Ten rejs pokazał nam, jak bogaty i fascynujący jest świat ukryty tuż pod turkusową taflą wody w okolicach Neptune Pwani. Wróciliśmy do brzegu wieczorem, absolutnie zachwyceni tym, co dane nam było zobaczyć z tak bliska.
Dzień 8: Ostatnie chwile w Neptune Pwani, spacer po wiosce i pożegnanie z wyspą
Ósmy dzień przyniósł nieuchronny moment zamknięcia naszej trzeciej zanzibarskiej przygody. Ponieważ wylot powrotny do kraju mieliśmy zaplanowany na wieczór, całe przedpołudnie i popołudnie postanowiliśmy wykorzystać do absolutnego maksimum, bez nerwowego pośpiechu.
Zaczęliśmy od leniwego czasu przy hotelowym basenie, dając sobie przestrzeń na złapanie ostatnich gorących promieni słońca i spokojne poukładanie w głowie wszystkich niesamowitych wspomnień z tego pobytu.
Pożegnanie z prawdziwym Zanzibarem
Zanim jednak spakowaliśmy walizki i ruszyliśmy w stronę lotniska, postanowiliśmy zrobić to, co w podróżach cenimy najbardziej – wyjść poza strefę komfortu pięciogwiazdkowego resortu:
Spacer po lokalnej wiosce – udaliśmy się na niespieszny spacer po sąsiadującej z hotelem zanzibarskiej wiosce,
Podglądanie prawdziwego życia – to był idealny moment na uściśnięcie dłoni tutejszym mieszkańcom, popatrzenie na bawiące się dzieci i poczucie surowego, autentycznego klimatu wyspy,
Zanzibarski luz na zapas – chłonęliśmy otaczające nas barwy, zapachy i wszechobecne, serdeczne „Jambo” z dumnym postanowieniem, że jeszcze tu wrócimy.
Wyjście do wioski tuż przed samym transferem na lotnisko pozwala zachować właściwą perspektywę. Pokazuje, że największym skarbem Zanzibaru nie są luksusowe baseny, ale ludzie, ich kultura i ta niesamowita, spokojna energia.
Kierunek dom
Po powrocie ze spaceru przyszedł czas na ostateczny meldunek na lotnisku i wieczorny wylot. Trzeci raz na Zanzibarze, tym razem w Neptune Pwani Beach Resort, okazał się kolejnym strzałem w dziesiątkę. Wracamy z walizkami pełnymi wspomnień o nocnych rajdach tuk-tukami, rejsach tradycyjnym katamaranem i dziwacznych stworzeniach z głębin oceanu. Kwaheri, Zanzibar! Do następnego razu!