Imperial shams abu soma resort Safaga
Czas lotu: 4,5 godzin
Przesunięcie czasu: +1h
Waluta: najlepiej zabrać dolary (tylko nowe, warto mieć też drobne na napiwki, tzw. bakszysz), wymieniać można w lokalnych kantorach i bankomatach na funt egipski (EGP)
1 zł = 3,8 EGP
1 USD = 48 EGP
1 Euro = 50 EGP
Wiza na 30 dni: 25$ na lotnisku (w postaci znaczka wklejanego do paszportu) lub wcześniej przez internet
Język: arabski, angielski (w kurortach również polski i rosyjski)
Szczepienia: niewymagane
Bezpieczeństwo: w kurortach turystycznych bardzo bezpiecznie, mieszkańcy otwarci na turystów, w morzu należy uważać na rafy i jeżowce
Data wyjazdu: 29.12.2024-5.01.2025r.
Sylwester w Egipcie: Imperial Shams Abu Soma Resort Safaga 2024/2025
Szukacie pomysłu na ucieczkę od polskiej zimy, ale nudzą Was klasyczne, głośne hotele w samym centrum Hurghady? Spędzenie przełomu roku w rejonie Soma Bay, a dokładniej w Imperial Shams Abu Soma Resort w Safadze, okazało się genialnym kompromisem pomiędzy chilloutem, piękną plażą a sylwestrową zabawą.
Zamiast mrozu i puchowych kurtek – pełne słońce, 24°C w dzień i powitanie Nowego Roku z widokiem na Morze Czerwone. Oto nasza relacja i podsumowanie tego sylwestrowego wyjazdu!
Pierwsze wrażenia i lokalizacja
Hotel Imperial Shams Abu Soma położony jest około 50 km na południe od lotniska w Hurghadzie i około 8 km od samej Safagi. To rejon znany z jednych z najpiękniejszych, naturalnych piaszczystych plaż w całym Egipcie oraz doskonałych warunków do windsurfingu i kitesurfingu.
Sam hotel ma świetny układ kaskadowy, dzięki czemu z większości pokoi (szczególnie tych typu Superior) rozpościera się widok na zatokę. Po zameldowaniu od razu poczuliśmy ten specyficzny, spokojniejszy klimat Zatoki Soma – z dala od wielkomiejskiego zgiełku, za to z ogromną przestrzenią do spacerów wzdłuż brzegu.
Plaża i podwodny świat – największy plus hotelu
Jeśli nie lubicie kamienistego zejścia do wody i konieczności noszenia butów ochronnych, Abu Soma Bay to strzał w dziesiątkę. Plaża bezpośrednio przy hotelu jest szeroka, długa (ma ponad 600 metrów!) i pokryta miękkim, jasnym piaskiem. Wejście do wody jest niezwykle łagodne.
Co ciekawe, mimo zimy woda w Morzu Czerwonym miała około 22-23°C – idealnie na szybkie snurkowanie. Tuż przy hotelowym molo i na obrzeżach zatoki można spotkać niesamowite okazy. Nam udało się zobaczyć:
Kolorowe, nienaruszone fragmenty rafy koralowej
Płaszczki (ogarkowate) dostojnie przepływające przy dnie
Całe ławice ryb papuzich i chirurgów
Jak wygląda Noc Sylwestrowa w hotelu?
Egipt potrafi organizować imprezy noworoczne z rozmachem i Imperial Shams nie był tu wyjątkiem. Całe wydarzenie przygotowano w specjalnie postawionym na tę okazję, ogromnym namiocie bankietowym.
Kolacja Gala: Bufet dosłownie uginał się od jedzenia. Od świeżych owoców morza, przez pieczone mięsa krojone na żywo przez kucharzy, aż po gigantyczne stoły z egipskimi słodkościami i tortami noworocznymi.
Atmosfera i zabawa: Oprawa muzyczna łączyła międzynarodowe hity z lokalnymi, energetycznymi rytmami orientalnymi. Nie zabrakło tradycyjnych pokazów tańca brzucha oraz derwiszów (Tannoura), co zawsze robi niesamowite wrażenie.
Odliczanie: O północy wspólnie witaliśmy Nowy Rok przy blasku sztucznych ogni rozświetlających taflę morza. Niestety szampana trzeba albo kupić w sklepie i się chować albo przepłacić w hotelu. Zabawa tak naprawdę kończy się po północy.
Kuchnia i codzienne życie w hotelu zimą
Poza samą nocą sylwestrową, codzienne posiłki w restauracji głównej La Bombonera były smaczne i urozmaicone. Każdy wieczór miał swój motyw przewodni (kuchnia włoska, orientalna, grill). Dużym plusem były też przekąski, burgery i frytki serwowane w barze przy plaży – idealna opcja, żeby nie schodzić do hotelu w ciągu słonecznego dnia.
Warto pamiętać, że przełom grudnia i stycznia to w Egipcie czas, kiedy słońce zachodzi dość wcześnie (około godziny 17:00). Po zmroku temperatura spada do około 15-16°C i zaczyna wiać chłodniejszy, pustynny wiatr – ciepła bluza lub lekka kurtka na wieczorne wyjścia to absolutny obowiązek! Na szczęście jeden z głównych basenów zewnętrznych był podgrzewany, więc nawet w chłodniejsze popołudnia można było komfortowo popływać.
Podsumowanie – czy warto?
Sylwester w Imperial Shams Abu Soma Resort 2024/2025 to był strzał w dziesiątkę. Hotel, choć ma już swoje lata i w niektórych miejscach widać upływ czasu, nadrabia to fantastyczną, uśmiechniętą obsługą, genialną plażą i świetnym stosunkiem jakości do ceny. Jeśli szukacie miejsca na zimowy wypoczynek z pięknym morzem, bez tłumów znanych z centrum Hurghady, Safaga i Soma Bay będą idealnym wyborem.
Wycieczki i atrakcje
Przed wyjazdem dużo czytaliśmy i przygotowaliśmy plan krótkich wycieczek. W Egipcie wszędzie jest daleko, a my nie lubimy spędzać kilku godzin w autokarze. Takie atrakcje jak piramidy czy Luksor już w Polsce odpuściliśmy. Skupiliśmy się na lokalnych i bliskich atrakcjach.
Imperial shams abu soma resort Safaga – Nasze 7 dni pobytu
Dzień 1: Przylot, pierwsze kroki w Imperial Shams i magnetyczne przyciąganie Morza Czerwonego
Nasza kolejna egipska przygoda oficjalnie rozpoczęta! Po wylądowaniu w Hurghadzie i sprawnym transferze na południe, dotarliśmy do celu – Imperial Shams Abu Soma Resort w Safadze. Zmęczeni podróżą, ale niesamowicie podekscytowani, przekroczyliśmy próg hotelowego lobby, gotowi na zasłużony urlop.
Czekanie na zakwaterowanie, czyli powolne wchodzenie w tryb „egyptian time”
Do hotelu dotarliśmy przed oficjalną godziną rozpoczęcia doby hotelowej. Czekanie na klucze do pokoju to standardowy element podróży, który zawsze staramy się obrócić w plus. Zamiast nerwowego zerkania na zegarek, odebraliśmy swoje opaski All Inclusive, zostawiliśmy bagaże w bezpiecznym miejscu i ruszyliśmy na pierwszy, spontaniczny rekonesans. To idealny moment, żeby bez pośpiechu i bez sprzętu rozejrzeć się po układzie całego kompleksu.
Pierwszy spacer nad morze – to dla tego widoku tu jesteśmy!
Nasze kroki niemal automatycznie skierowały się w jedną stronę – w stronę szumu fal. Gdy tylko minęliśmy strefę basenową i zielone hotelowe ogrody, naszym oczom ukazała się szeroka, piaszczysta plaża Imperial Shams. Musimy przyznać, że pierwsze zderzenie z tutejszym wybrzeżem robi wrażenie. Piasek jest miękki, a panorama zatoki Soma Bay, z majaczącymi w oddali górami, natychmiast pozwala zapomnieć o trudach podróży. Pierwsze zamoczenie stóp w krystalicznie czystej, ciepłej wodzie Morza Czerwonego to był ten oficjalny moment, w którym poczuliśmy: tak, jesteśmy na wakacjach!
Zwiedzanie hotelu i oswajanie przestrzeni
Resztę czasu przed odebraniem kluczy poświęciliśmy na dokładniejsze zwiedzanie resortu. Imperial Shams Abu Soma ma bardzo klasyczny, wakacyjny układ. Przeszliśmy się wzdłuż basenów, zlokalizowaliśmy najważniejsze bary (co przy opcji All Inclusive zawsze warto zrobić na początku!), sprawdziliśmy, gdzie znajduje się restauracja główna oraz jak wygląda infrastruktura dla gości. Hotel otoczony jest ładnie utrzymaną zielenią, która fajnie kontrastuje z surowym, pustynnym krajobrazem wokół Safagi.
Gdy nadeszła pora zakwaterowania, odebraliśmy klucze i ruszyliśmy do pokoju, żeby rozpakować walizki, odświeżyć się i przygotować na nasz pierwszy, hotelowy wieczór. Początek zapowiada się doskonale, a to dopiero przedsmak tego, co czeka nas w Safadze!
Dzień 2: Słońce, pierwsza kąpiel w Soma Bay i… wielbłądy na plaży!
Drugi dzień naszych wakacji przywitał nas bezchmurnym, egipskim niebem i idealną temperaturą. Po pierwszym, sytym śniadaniu w hotelowej restauracji, przyszedł czas na to, na co czekaliśmy najbardziej – pełne zanurzenie w plażowym życiu Imperial Shams Abu Soma Resort.
Hotelowy poranek i piaszczysty raj
Po porannej kawie spakowaliśmy ręczniki oraz filtry UV i ruszyliśmy prosto na plażę. Trzeba przyznać, że tutejsze wybrzeże z samego rana ma w sobie coś magicznego. Woda w zatoce Soma Bay jest wtedy niezwykle spokojna, przypominając wielkie, turkusowe lustro. Szeroki pas drobnego, jasnego piasku bez problemu mieści wszystkich chętnych, a solidne, wiklinowe parawany przy leżakach dają przyjemne poczucie prywatności i chronią przed porannymi powiewami ciepłego wiatru.
Pierwsza kąpiel w krystalicznym Morzu Czerwonym
Długo nie zwlekaliśmy – czas na pierwszą oficjalną kąpiel! Zejście do morza przy hotelu Imperial Shams jest po prostu genialne. Dno opada bardzo łagodnie, a pod stopami ma się wyłącznie miękki piasek, co w Egipcie wcale nie jest taką oczywistą sprawą (często bez butów do wody ani rusz). Woda była niesamowicie czysta i idealnie orzeźwiająca. Spędziliśmy w niej dobre kilkadziesiąt minut, po prostu dryfując i ciesząc się widokiem otaczających zatokę gór.
Niezwykli goście, czyli spacerujące wielbłądy
Prawdziwą atrakcją dzisiejszego dnia, która wywołała uśmiech na twarzach wszystkich plażowiczów, był widok… spacerujących dostojnie wzdłuż brzegu wielbłądów. Te sympatyczne zwierzęta, prowadzone przez lokalnych beduinów, są nieodłącznym elementem egipskiego krajobrazu, ale zobaczenie ich na tle turkusowej wody i surferskich latawców zawsze robi ogromne wrażenie. Przeszły tuż obok naszych leżaków, cierpliwie pozując do zdjęć i dodając całemu dniu niesamowitego, orientalnego klimatu.
Resztę popołudnia spędziliśmy na kursowaniu między plażą a basenowym barem, powoli łapiąc pierwszą egipską opaleniznę. Imperial Shams Abu Soma z każdym dniem podoba nam się coraz bardziej – ten specyficzny, spokojny klimat Safagi pozwala na stuprocentowy reset. Jutro czas na kolejne odkrycia!




Dzień 3: Przygotowania do Sylwestra, Mikołaj na wielbłądzie i szalona noc (w egipskim stylu!)
Trzeci dzień naszych wakacji w Imperial Shams Abu Soma był wyjątkowy – w końcu to ostatni dzień roku! Od samego rana w hotelu dało się wyczuć podniosłą, świąteczno-noworoczną atmosferę. Choć wokół szumiały palmy i świeciło gorące słońce, ekipa hotelowa robiła wszystko, aby przygotować dla gości niezapomnianą noc.
Egzotyczny akcent, czyli Święty Mikołaj na… wielbłądzie!
Poranek spędziliśmy standardowo na plaży, ale tym razem relaks przerwał nam niesamowicie zabawny i egzotyczny widok. Wzdłuż brzegu, po miękkim piasku, dostojnym krokiem kroczył wielbłąd, a na jego grzbiecie siedział… Święty Mikołaj w pełnym, czerwonym stroju! Rozdawał uśmiechy, pozował do zdjęć na tle turkusowej zatoki Soma Bay i wprowadził genialny, radosny klimat. Trzeba przyznać, że Mikołaj sunący na wielbłądzie zamiast saniami to widok, który idealnie podsumowuje urok spędzania zimy w Egipcie.
Wieczorny bal: wyśmienite jedzenie i pokazy
Główna część świętowania rozpoczęła się wieczorem w specjalnie przygotowanym na tę okazję, ogromnym namiocie galowym. Organizacja zrobiła na nas wielkie wrażenie. Największe brawa należą się szefom kuchni – jedzenie było po prostu wyśmienite! Stoły uginały się od owoców morza, pieczonych mięs, lokalnych specjałów i artystycznie przygotowanych deserów.
Wieczór uświetniły profesjonalne pokazy. Oglądaliśmy tradycyjne egipskie tańce, w tym widowiskowy taniec brzucha oraz wirujący taniec brzucha (Tanoura), który zawsze hipnotyzuje publiczność kolorami i dynamiką. Muzyka, światła i energia animatorów sprawiły, że zabawa była naprawdę przednia, a parkiet szybko zapełnił się gośćmi z całego świata.
Sylwester w Egipcie – o czym warto pamiętać?
Zabawa była super, ale trzeba uczciwie wspomnieć o jednej rzeczy: Egipcjanie ze względu na swoją kulturę i tradycje obchodzą Sylwestra nieco inaczej niż my w Europie. Dla nich to przede wszystkim elegancka kolacja z programem artystycznym, a nie całonocna, huczna impreza do białego rana.
Przede wszystkim – o tradycyjnego szampana o północy trzeba zadbać we własnym zakresie (warto zaopatrzyć się wcześniej w strefie wolnocłowej lub hotelowym barze premium), bo standardowe All Inclusive nie zawsze obejmuje go w kulminacyjnym momencie. Drugie zaskoczenie dla wielu to czas trwania imprezy. Tuż po godzinie 24:00, gdy tylko wybrzmiały noworoczne życzenia, muzyka zaczęła cichnąć i impreza dosyć szybko dobiegła końca.
Mimo tej kulturowej odmienności, wejście w Nowy Rok z widokiem na szumiące Morze Czerwone i przy tak świetnym jedzeniu było genialnym przeżyciem. Witamy Nowy Rok w doskonałych humorach i prosto z gorącej Safagi!
Dzień 4: Nowy Rok na zwolnionych obrotach – czas na pełen reset i noworoczne spacery
Pierwszy dzień Nowego Roku w Imperial Shams Abu Soma przywitał nas pięknym, bezchmurnym słońcem i błogim spokojem. Po intensywnej, sylwestrowej nocy i pełnym emocji pożegnaniu starego roku, ten dzień po prostu musiał upłynąć pod znakiem totalnego luzu. W hotelu panowała leniwa, niespieszna atmosfera – idealna, by wejść w kolejny rok z czystą głową i naładowanymi bateriami.
Noworoczne, leniwe przedpołudnie
Poranek zaczęliśmy znacznie później niż zwykle. Po długim, pożywnym śniadaniu z kubkiem gorącej kawy, przenieśliśmy się w okolice plaży. Co ciekawe, pierwszego stycznia plaża w Safadze wygląda zupełnie inaczej – jest cicha, pusta i niesamowicie kojąca. Zamiast standardowego kurortowego zgiełku towarzyszył nam wyłącznie szum fal rozbijających się o brzeg zatoki Soma Bay. Przez kilka godzin po prostu odpoczywaliśmy na leżakach, łapiąc noworoczne promienie słońca i ciesząc się chwilą.
Spacery brzegiem morza i ładowanie baterii
Gdy słońce zaczęło powoli schodzić nieco niżej, a upał stał się łagodniejszy, ruszyliśmy na długi spacer brzegiem morza. Wybrzeże w tej części Safagi idealnie nadaje się na takie wędrówki. Szliśmy kilometrami wzdłuż piaszczystego brzegu, mocząc stopy w krystalicznie czystej wodzie Morza Czerwonego.
Po drodze mijaliśmy uśpione bazy windsurfingowe i kitesurfingowe – tego dnia nawet instruktorzy i pasjonaci deski dali sobie wolne, co tylko potęgowało wrażenie, że cała zatoka należy tylko do nas. Widok majestatycznych, surowych gór otaczających Safagę na tle pustynnego krajobrazu i turkusowej wody robił niesamowite, wręcz filmowe wrażenie.
Wieczorne wyciszenie
Resztę dnia spędziliśmy na powolnym krążeniu po zielonym terenie hotelu, rozmawiając i planując kolejne dni naszego pobytu. Taki początek roku – bez pośpiechu, w otoczeniu palm i z widokiem na jedno z najpiękniejszych mórz świata – to coś, co każdemu z nas było potrzebne. Spokojny, noworoczny dzień w Imperial Shams Abu Soma minął nam idealnie, a my jesteśmy w pełni gotowi na to, co przyniosą kolejne dni tych egipskich wakacji!
Dzień 5: Plażowy poranek i szalona misja „pieszo do Safagi”, czyli jak złapaliśmy lokalny busik
Piąty dzień naszych wakacji udowodnił nam, że najlepsze wspomnienia z podróży rodzą się wtedy, kiedy planujesz jedno, a rzeczywistość funduje Ci małą, spontaniczną przygodę. Zaczęło się całkowicie spokojnie, a skończyło na pełnym emocji poznawaniu prawdziwego Egiptu.
Leniwy poranek w zatoce Soma Bay
Do południa trzymaliśmy się naszego sprawdzonego, wakacyjnego planu. Po śniadaniu zameldowaliśmy się na hotelowej plaży, żeby złapać trochę słońca i popływać w krystalicznej wodzie. Pogoda w Safadze jak zwykle nie zawiodła – wiatr przyjemnie chłodził, a na wodzie tradycyjnie pojawili się pierwsi kitesurferzy. Po kilku godzinach ładowania baterii uznaliśmy jednak, że czas na odmianę. Postanowiliśmy opuścić bezpieczną strefę All Inclusive i zobaczyć, jak wygląda życie poza murami Imperial Shams Abu Soma.
Ambitny plan i zderzenie z egipską rzeczywistością
Naszym celem było centrum Safagi. Spoglądając na mapę, uznaliśmy: „Co to dla nas, przejdziemy się spacerem!”. Spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i ruszyliśmy przed siebie. Szybko jednak okazało się, że egipska droga rządzi się swoimi prawami, a odległość na mapie w pustynnym słońcu odczuwa się zupełnie inaczej. Po przejściu sporego kawałka wzdłuż szosy, wokół której rozciągał się surowy krajobraz i budowy innych resortów, dotarło do nas, że do centrum jest znacznie dalej niż myśleliśmy, a piesza wędrówka w tym klimacie to niezbyt mądry pomysł.
Negocjacje w lokalnym busiku
Gdy już zastanawialiśmy się nad odwrotem, z odsieczą nadjechał charakterystyczny, biały, lokalny mikrobus. Machnęliśmy ręką, a kierowca natychmiast wyhamował. W środku siedziało już kilku Egipcjan, którzy z zaciekawieniem i uśmiechem spojrzeli na dwójkę turystów wsiadających w szczerym polu.
Kierowca nie mówił zbyt dobrze po angielsku, ale od czego jest uniwersalny język gestów! Po krótkich, bardzo dynamicznych i wesołych negocjacjach ustaliliśmy cenę – za zaledwie kilka dolarów zgodził się podwieźć nas prosto do samego serca Safagi. Ta krótka przejażdżka była przeżyciem samym w sobie. Głośna, arabska muzyka z głośników, otwarte okna i pędzący busik pozwoliły nam przez chwilę poczuć prawdziwy, lokalny klimat, zupełnie inny od klimatyzowanych autokarów biur podróży.
Prawdziwa Safaga: Zwiedzanie i lokalne zakupy
Wysiedliśmy w centrum i od razu uderzyła w nas autentyczna atmosfera egipskiego miasteczka. Safaga to nie jest Hurghada – nie ma tu wielkich, nowoczesnych deptaków i tysięcy naganiaczy. To portowe miasto, które żyje swoim własnym rytmem. Spacerowaliśmy wąskimi uliczkami, przyglądając się codziennemu życiu mieszkańców, warsztatom i małym kawiarniom, w których lokalni mężczyźni palili sziszę i grali w domino.
Oczywiście nie obeszło się bez zakupów! Odwiedziliśmy lokalne sklepiki z przyprawami, gdzie zapach kminu, kardamonu i świeżej hibiskusowej herbaty (Karkadeh) unosił się w powietrzu. Po obowiązkowym targowaniu się, zaopatrzyliśmy się w aromatyczne pamiątki i trochę lokalnych owoców.
Do hotelu wróciliśmy już po zmroku, zmęczeni, ale niesamowicie zadowoleni. Warto było przełamać barierę, wyjść poza resort i przeżyć coś autentycznego. Ten dzień na długo zapadnie nam w pamięć!
Dzień 6: Jednodniowy road trip do Hurghady na własną rękę – miniatury, imponujący meczet i obiad w porcie
Po wczorajszych, udanych poszukiwaniach lokalnego klimatu w Safadze, dzisiaj postanowiliśmy pójść o krok dalej. Nasz cel: Hurghada! Zamiast kupować zorganizowaną wycieczkę u rezydenta, zorganizowaliśmy wszystko sami. Złapaliśmy taksówkę spod hotelu, wynegocjowaliśmy dobrą stawkę za całodniową trasę ( 20 dolarów za kilka godzin ) i ruszyliśmy na podbój jednego z najpopularniejszych egipskich kurortów. To był dzień pełen skrajności – od skali mikro, po imponujące budowle i tętniący życiem port.
Pierwszy przystanek: Cały Egipt w jednym miejscu, czyli Mini Egypt Park
Jadąc na północ w stronę Hurghady, zatrzymaliśmy się w miejscu, które od dawna nas ciekawiło – Mini Egypt Park. To niezwykły skansen, w którym w skali 1:25 odwzorowano najważniejsze zabytki całego kraju.
W zaledwie kilkadziesiąt minut odbyliśmy błyskawiczną podróż z Gizy do Luksoru i Asuanu. Zobaczyliśmy miniaturowe piramidy, Sfinksa, świątynię Abu Simbel, a nawet ogromny kompleks Karnak. Precyzja, z jaką wykonano te makiety, robi wielkie wrażenie. Dla kogoś, kto nie ma czasu na dalekie i męczące podróże w głąb Egiptu, to genialny sposób, by zobaczyć architektoniczne cuda tego kraju w pigułce. Dodatkowo, zdjęcia z odpowiedniej perspektywy wychodzą tam po prostu niesamowicie!
Majestatyczny Meczet El Mina – biała perła nad brzegiem morza
Z parku miniatur ruszyliśmy prosto do samej Hurghady, a naszym głównym punktem zwiedzania był Meczet El Mina (Al-Mina Mosque). To największa i bez wątpienia najpiękniejsza świątynia w mieście, położona tuż przy nadmorskim deptaku.
Gdy zobaczyliśmy go z bliska, dosłownie odebrało nam mowę. Ogromna budowla z białego marmuru, z dwiema strzelistymi, 40-metrowymi minaretami i rzeźbionymi kopułami, wygląda zjawiskowo na tle błękitnego nieba i turkusowego morza. Przed wejściem do środka musieliśmy oczywiście pamiętać o odpowiednim stroju (szacunek dla lokalnych tradycji to podstawa). Wnętrze urzeka spokojem, ogromnymi żyrandolami i misternymi, kolorowymi mozaikami. To miejsce ma w sobie niesamowitą energię i pozwala na chwilę refleksji w sercu głośnego miasta.
Wyśmienity obiad w porcie i zasłużone zakupy
Po intensywnym zwiedzaniu porządnie zgłodnieliśmy. Nasz taksówkarz podpowiedział nam, żeby na obiad udać się w okolice portu i słynnej Hurghada Marina. To był strzał w dziesiątkę! Usiedliśmy w jednej z portowych knajpek, z widokiem na luksusowe jachty i kołyszące się na wodzie kutry rybackie. Zamówiliśmy obiad ze świeżo złowionych ryb i owoców morza – jedzenie było po prostu wyśmienite, idealnie doprawione i podane w prawdziwie morskim klimacie.
Najedzeni i pełni sił, resztę popołudnia poświęciliśmy na to, co w Hurghadzie nieuniknione – zakupy i poszukiwanie pamiątek. Przeszliśmy się lokalnymi bazarami, potargowaliśmy się ze sprzedawcami i zaopatrzyliśmy w zapasy lokalnych herbat, olejków oraz upominków dla bliskich.
Do naszego Imperial Shams w Safadze wróciliśmy wieczorem. Taka wycieczka na własną rękę to idealny sposób na urozmaicenie pobytu. Masz pełną swobodę, zostajesz tam, gdzie chcesz i odkrywasz miejsca we własnym rytmie. Kolejny, genialny dzień za nami!
Dzień 7: Ostatnie promienie egipskiego słońca, pożegnanie z Soma Bay i powrót do zimowej Polski
Wszystko, co dobre, szybko się kończy – nadszedł siódmy, a zarazem ostatni dzień naszych wakacji w Imperial Shams Abu Soma Resort. Choć w głowie powoli trzeba było przestawiać się na tryb powrotny, postanowiliśmy wycisnąć te ostatnie godziny w Safadze jak cytrynę i naładować wewnętrzne baterie słoneczne do pełna.
Intensywne łapanie słońca na zapas
Po spakowaniu większości rzeczy do walizek i szybkim wymeldowaniu, zameldowaliśmy się na naszej ulubionej plaży. Plan na to przedpołudnie był prosty: absolutny brak ruchu i maksymalny relaks. Pogoda, jakby na pożegnanie, była po prostu idealna. Ciepły wiatr od zatoki Soma Bay, bezchmurne niebo i szum fal – staraliśmy się zapamiętać każdy ten szczegół.
Wiedząc, co czeka nas po powrocie do kraju, leżeliśmy na leżakach z filtrem UV, starając się „złapać” każdą możliwą minutę egipskiego ciepła. Ostatnia kąpiel w krystalicznym Morzu Czerwonym miała w sobie odrobinę nostalgii. Ta woda i piaszczyste, łagodne zejście przy hotelu naprawdę skradły nasze serca podczas tego wyjazdu.
Ostatni obiad i pożegnanie z Imperial Shams
Przed samym przyjazdem autokaru transferowego zjedliśmy ostatni, spokojny obiad w hotelowej restauracji, rzuciliśmy okiem na baseny i zielony ogród, który przez ten tydzień był naszym domem, i nadszedł czas na opuszczenie resortu. Droga na lotnisko w Hurghadzie minęła nam na przeglądaniu setek zdjęć i nagrań z całego tygodnia – od leniwych poranków z wielbłądami, przez sylwestrowe szaleństwa, aż po nasze spontaniczne wyprawy do Safagi i Hurghady.
Zderzenie z rzeczywistością, czyli powrót do zimnej Polski
Lot powrotny minął sprawnie, ale prawdziwe zderzenie z rzeczywistością nastąpiło tuż po opuszczeniu pokładu samolotu w Polsce. Wyjście z rękawa lotniskowego i natychmiastowy kontakt z mroźnym, zimowym powietrzem oraz ciemnym, polskim niebem przypomniały nam, że styczeń w Europie rządzi się zupełnie innymi prawami niż w słonecznym Egipcie. Kurtki puchowe, czapki i szaliki, które przez tydzień leżały na dnie walizek, błyskawicznie wróciły na swoje miejsce.
Mimo że powrót do niskich temperatur nigdy nie jest łatwy, wróciliśmy z ogromnym zapasem energii, piękną opalenizną i masą genialnych wspomnień. Imperial Shams Abu Soma w Safadze okazał się świetnym wyborem na zimowy ucieczkę od szarej codzienności.